Vade-Mecum III

Vade-mecum Poems LVIII – LXXXIX

Table of Contents

    LX. JĘZYK-OJCZYSTY

    „Gromem bądźmy pierw niźli grzmotem,

    Oto tętnią i rżą konie stepowe;

    Górą czyny!…

    -a słowa? a myśli?…

    -potem!…

    Wróg pokalał już i Ojców mowę — ”

    Energumen tak krzyczał do Lirnika

    I uderzał w tarcz, aż się wygięła.

    Lirnik na to:

    „Nie miecz, nie tarcz – bronią Języka

    Lecz — arcydzieła!”-


    LXI. BOGOWIE I CZŁOWIEK

    1.

    Dziś autorowie są jak Bóg:

    Dość jest, że tchną, wnet arcydzieło wstawa;

    W skrzydlany lot posuwa ciężki pług,

    Trud jest jakoby zabawa!

    2.

    Nie samo już słońce rzuca cień

    Wawrzynów – skłania je i wiatr życzliwy;

    Dwadzieścia lat sławy za jeden dzień

    Dając – za dzień jeden szczęśliwy!

    3.

    I od Wirgiliusza kształtnych pień

    Zalatują jeszcze ludzkie natchnienia…

    On! dwadzieścia lat pracy dał za dzień,

    Za jeden dzień stworzenia!


    LXII. ZAPAŁ

    Powiadają — że piękne były owe wieki

    Gdy ogień-święty wznosił się złotym filarem,

    A Rzym od białych dziewic wyglądał opieki,

    Dziewic zasiadających, jak Senat z Cezarem.

    Wtedy i Druid, i horda Litwy tajemnicza

    Klęła kozła swojego pod grzechów ciężarem,

    A czoła jej ozłacał żywy płomień Znicza.

    Lecz z świętym-ogniem stało się jak z Niebios darem:

    Po legendowych wiekach – przyszły historyczne,

    Ogień-boski za-przestał być Dziejów skazówką.

    (Natomiast – tanie mamy zapałki-chemiczne,

    Które gdy zręcznie ujmiesz – obrócisz wdół główką

    I o obuwie potrzesz?… płomyk wraz wybucha,

    A Turki palą fajkę z długiego cybucha!…)


    LXIII. PRAC-CZOŁO

    „Pracować musisz” – głos ogromny woła –

    Nie z potem dłoni lub twojego grzbietu

    (Iż prac-początek, doprawdy, że nie tu),

    Pracować musisz z potem twego czoła!

    -Bądź sobie, jak tam chcesz?- realnym człekiem:

    Nic nie poradzisz!… każde twoje dzieło,

    Choćby się z trudów herkulejskich wszczęło,

    Niedopełnionem będzie i kalekiem…

    Pókąd pojęcia-pracy korzeń jeden

    Nie trwa? – dopóty wszystkie tracą zgoła;

    Głos grzmi nad tobą: „Postradałeś Eden!”

    Grzmi dookoła: „Pracuj! z potem czoła!”

    *

    Najprostszy cieśla, co robi toporem,

    Choćby on nie wiem jak był pracowity –

    I choćby cieśli tyryjskich był wzorem –

    Jeżeli w duszy smutek ma ukryty

    Lub trumnę ciosze, gdy dławi go żałość,

    Łzy własne widząc w żelaza połysku,

    Wyrobić musi pierw: umysłu-stałość-

    Bez której nie ma sił, ciągu ni zysku.

    Więc prac początek, pierwsza prac litera

    Nie tam, gdzie wasza dziś realna-szkoła

    Uczy – zarówno płytka, jak nieszczera:

    Pracować musisz zawsze z potem-CZOŁA!

    *

    Reformatorów zbierz wszystkich i nagle

    Spytaj ich, co jest pracy abecadłem?

    Zacząć mam z czego? gdy na skały wpadłem

    Lub wiatr ustąpił, zerwawszy piérw żagle –

    Od czego zacząć? czy – od dłoni-potu?

    Lub ramion-potu?… gdy brak i narzędzi,

    Gdy wkoło otchłań, a ty – na krawędzi:

    Zacznij… by w głowie nie było zawrotu –

    Więc głos ogromny znów jak pierwej woła:

    „Musisz pracować z potem twego czoła!”

    *

    Spustoszałemu powiedz Narodowi:

    Niech się zbogaci jak może najprędzéj,

    A mając posag, resztę postanowi,

    Do-rychtowawszy [do onych pieniędzy]

    [Końca brak]


    LXVII. KRZYŻ I DZIECKO

    1.

    -Ojcze mój! twa łódź

    W prost na most płynie-

    Maszt uderzy!…wróć…

    Lub wszystko zginie.

    2.

    Patrz! jaki tam krzyż,

    Krzyż niebezpieczny-

    Maszt się niesie w z-wyż,

    Most mu poprzeczny-

    3.

    -Synku! trwogi zbądź:

    To znak-zbawienia;

    Plyńmy! bądź co bądź-

    Patrz, jak? się zmienia…

    Oto-wszerz i w z-wyż

    Wszystko – toż samo.

    -Gdzież sie podzial krzyż?

    -Stał się nam bramą.

    1866


    LXIX. POCZĄTEK BROSZURY POLITYCZNEJ…

    Nie trzeba robić z pokoleń ofiary,

    Iż one nie są tylko: dalszym ciągiem;

    Strona jest, z której człek rodzi się stary,

    Choć kształtowanym urasta posągiem.

    Przenosić w drugich swą własną zawziętość

    Godzi się tyle… ile czcisz ich świętość.

    Lecz jeśli mniemasz, że Ty – tworzysz człeka,

    Jak Bóg, na obraz Twój?… to rad bym wiedział,

    Czemu jest Czasów i pokoleń przedział?…

    Skąd postęp? czemu? się go w dali czeka…

    Nie trzeba robić się karykaturą

    Twórcy – mniemając o naszym planecie,

    Że on wszech-świata środkiem albo górą;

    Gród zaś ojczysty, że – najpierwszym w świecie,

    A w grodzie jeszcze, że nad geniusz wszelki-

    Sąsiad, z którym się wypienia butelki.

    Nie trzeba siebie, wciąż siebie, mieć środkiem,

    By, mimowiednie, się nie stać wyrodkiem —

    Nie trzeba myśleć, że jest podobieństwo

    Być demokratą – bez Boga i wiary

    (Czego jak świat ten nie bywało stary!)

    Ni bez wyznania że bywa męczeństwo!

    Nie trzeba kłaniać się Okolicznościom,

    A Prawdom kazać, by za drzwiami stały;

    Przedawać laury starym znajomościom,

    Myśląc, że dziejów-rytm zgłuszą tymbały!

    Nie trzeba stylu nastrajać ulicznie

    Ni Ewangelii brać przez rękawiczkę;

    Być zacnym ckliwo, być podłym praktycznie,

    Zapełniać próżnię-sensu przez potyczkę,

    I rejterować… lubo – heroicznie!…


    LXX. LAUR DOJRZAŁY

    1.

    Nikt nie zna dróg do potomności,

    Jedno – po samodzielnych bojach;

    Wszakże w Świątyni jej nie gości

    W tych, które on wybrał, pokojach.

    2.

    Ni swoimi wstępuje drzwiami,

    Lecz które jemu odemknięto —

    A co? w życiu było skrzydłami,

    Nieraz w dziejach jest ledwo piętą!…

    3.

    Rozwrzaskliwe czasów przechwałki,

    Co, mniemałbyś, że są trąb graniem?-

    To padające w urnę gałki…

    Gdy cisza jest głosów-zbieraniem.


    LXXI. CZAS I PRAWDA

    Iluż? ja świeżych książek widziałem skonanie-

    W samej wiośnie ich życia!… a nie były tanie,

    I kiedy je składano, czekał świat, by wyszły,

    Przewidując wzruszenie, albo oklask przyszły;

    I kiedy je sznurówką zejmano w poszyty,

    Świat szeptał, jak w alkowach przed balem kobiéty.

    A gdy wyszły?… zostały porwane — a potem

    Chwila cieniu i ciszy, jak bywa przed grzmotem,

    Lecz czułeś, że znienacka światło się rozpostrze,

    I wiew kart, i jak po nich biegło noża ostrze,

    Czułeś — — a w dni niewiele słyszałeś, co chwila,

    W rozmowach sąd, i w którą się stronę przechyla,

    I jak przerwany bywa wniesieniem herbaty;

    Na wsi? – przejażdżką, w mieście – kupnem nowej szaty;

    A w tydzień już się same okładki tych książek

    Odchylają, jak krańce używanych wstążek,

    Gdzieniegdzie i pył leci, jak w popielną-środę,

    Na niebotyczny ustęp, na skrzydlatą odę,

    I słychać… że ktoś chyłkiem wzmiankował niechcący

    O pewnej innej książce, wyjść wkrótce mającéj.

    -Tak jest dziś tu i ówdzie… lecz u nas?… wychodzą

    Książki?… za późno – czyny?… za wcześnie się rodzą,

    Co jeśli potrwa?… Męże będą mieli siły

    Nienarodzonych wnuków, a rozum? – mogiły!

    Towarzystwo-uczonych niebawem w tej mierze

    Gdzieś – kiedyś – się zgromadzi, skoro składki zbierze,

    I dnia tego feuilleton zaświta w Poznaniu,

    Poświęcony onemu rzeczy sprawozdaniu,

    A który czytać będzie dobry Obywatel

    Także – przez poświęcenie… (nie dla czczych bagatel!).

    Wtedy – sam Długosz wyjdzie; „Kurierek” zamieści:

    „Z Berlina. Słychać… krążą niewątpliwe wieści,

    Jakkolwiek owym wieściom Męże-zaufania

    Przeczą – i rozdzielone są krążące zdania.”

    -Lecz nie śpi korespondent „Czasu”… ten wymaca

    Grunt prawdy i firmament przekreśli jak raca,

    Po obłokach-tłumaczeń pozłoci rzęsisto,

    By wszystkimi orzeknąć języki – myśl czystą!

    W każdym kraju inaczej Prawda się udziela,

    Lubo wszędzie jednego ma nieprzyjaciela,

    A tym jest kłamstwo, tudzież lenistwo i pycha,

    I nerwów-wstręt, co, aby mieć pokój, ucicha,

    Mało dbając (choć prawie to wiedzy-zarodkiem),

    Że bywa słowo pierwej celem niźli środkiem,

    I że dziś Język kształcąc, nie zgadujem wcale,

    Jakie? głosić nim będą wesela lub żale

    Za lat sto… że więc radość, że boleść, że modła

    Dlatego się w lakonizm zawrzeć nie umieją,

    Iż wzdychają za przyszłych, łkając jako źródła,

    Do których inni przyjdą, w dzbany swe naleją

    I będą pić, ochłodę wyczerpując z dzbana;

    Lub – nie znalazłszy źródeł, pójdzie im z ust – piana!


    LXXII. SZLACHCIC

    Zygmunt (nieboszczyk) raz mówił mi żartem,

    Nie pół-uśmiechu, lecz stilusa wartym.

    Twierdząc, że mimo opóźnionej pieczy,

    Kto dziś się jeszcze w dzieje…

    [Tu brak ok. 38 wersów]

    Gdy czar słów jego i wzięcie urzeka,

    Nie znawstwem ludzi, jakby ziarna w plewie,

    Lecz – znajomością siebie i Człowieka!


    LXIII. GRZECZNOŚĆ

    1.

    Znalazłem się był raz w wielkim Chrześcijan natłoku,

    Gdzie jest biuro lasek, płaszczów i marek;

    -Każdy za swój chwytał się zegarek,

    Nie ufając bliźniej ręce i oku!…

    2.

    Jeden tylko Mąż zwrócił moją uwagę:

    Z przezornością albowiem szczególniejszą

    Łączył wdzięk i względność, i powagę,

    W niczym od chrześcijańskiej nie zimniejszą.

    3.

    „Któż jest? — pytam — tyle uprzejmy dla gości

    Wśród podejrzewających się bliźnich owych?”

    (Był to strażnik figur-woskowych

    Z pobliskiego Muzeum-ciekawości…)


    LXXIV. BOHATER

    1.

    Czy już nie wróci czas siły-zupełnéj

    Ani ma jeszcze zasłynąć

    Wiek, gdy po Runo ważono się płynąć

    Ze złotej uwite wełny?…

    2.

    Lec na kolchidzkiej tkaniny kobierce

    Nikt-że już więcej nie pragnie?

    Lub, bohaterów czulsi spadkobierce,

    Woląż się ująć za jagnię?…

    3.

    Smoka czy wielki łeb dziś wyzwie kogo,

    Rykiem otrębując turniej;

    Lub jest-że, kto by rad go potrzeć nogą

    I wynieść się nadeń górniej?…

    4.

    Czy ramion marmur – czy muszkułów granie

    I cało-strojność budowy

    Nie ma już więcej nic za powołanie

    Nad strawność dobrą? byt zdrowy?

    5.

    Bohaterowie wszak od wieków w wieki

    Kraj zdobywają zaklęty –

    I od Achilla mniej bywa kaleki,

    Kto nie wyzuł z ostróg pięty!…

    6.

    Miałażby słodycz chrześcijańska, nowa,

    Zawistnym być Męstwa druhem?-

    Gdy ona raczej, jako białogłowa

    Wierna – współ-zwycięża duchem!

    7.

    Miałażby włosów srebrność księżycowa

    Wyzwalać z Dziejów – zaciągu?-

    Lecz starość, w czas swój, bywa więcej zdrowa

    Od bark greckiego posągu.

    8.

    Mojżesz – wiek blisko przeżywszy, powstawa

    Wyswobodzicielem ludu –

    Heroizm czysty wcześnie nie dostawa,

    I nie dostawa – bez cudu!

    9.

    Owszem – śmierć sama i jej piekieł-krater

    Cóż są?… – rzecz wielka lub licha:

    W miarę do tego, jak? jaki bohater?

    Dopełnił swego kielicha –

    10.

    Niechże więc Kolchów wiek sobie nie wraca,

    Współczesność w równej mam cenie:

    Heroizm będzie trwał, dopóki praca;

    Praca? – dopóki stworzenie!…


    LXXV. IDEAŁ I REFORMY

    1.

    Słynny Monarcha, nieco Mędrzec przy tym,

    Jako był Trajan lub Marek Aureli,

    W swojej warowni i w kraju podbitym

    Tak się użalał na obywateli:

    2.

    „Czemuż? ich sama nie prowadzi Cnota,

    Sama Wzajemność nie administruje,

    Gdy ten ma prawdy więcej, owy – złota;

    Wiedzy lub pracy… gdy wszystkim brakuje!

    3.

    O! jak potężne wzrosłoby stąd ciało

    (Monarcha mówił), gdyby – w każdej chwili

    I zło się zbytkiem dobra prostowało;

    Wszyscy słuchaliby — wszyscy

    [Końca brak.]


    LXXVIII. STYL NIJAKI

    Szkoła-stylu kłóciła się z szkołą-natchnienia,

    Zarzucając jej dziką niepoprawność.- Ale!…

    Potomni nie są tylko grobami z kamienia,

    Ciosanymi cierpliwym dłutem doskonale:

    Są oni pierw Współcześni, których przeznaczenia

    Od do-raźnego w chwili że zależą słowa;

    Przestawa być wymowną spóźniona wymowa!


    LXXIX. RÓŻNOŚĆ-ZDAŃ

    (POD WIZERUNKIEM ALFREDA DE MUSSET)

    Jedni twierdzą, że Musset mistrza nie ma,

    Nowe wniósłszy sztuki prawidło;

    Drudzy – że naśladowcą jest Berghema

    (Który malował ślicznie… bydło!…).


    LXXX. WIELKIE SŁOWA

    1.

    Czy też o jedną rzecz zapytaliście,

    O jedną tylko, jakkolwiek nienowa!

    To jest: gdzie? papier przepada jak liście,

    Pozostawując same wielkie-słowa…

    2.

    Gdzie? tych słów-wielkich jest wspólna kraina,

    Jedna dla ludzi wszystkich i taż sama,

    Która nie kończy się, lecz wciąż zaczyna —

    Dla nas Ojczyzna dziś, jak dla Adama!

    3.

    Sfera słów-wielkich, jakich nieraz parę

    Przez zgasły wieków przelata dziesiątek

    I wpierw uderza cię, niż dajesz wiarę,

    Godząc – jak strzały ordzewionej szczątek –

    4.

    Ktoś je lat temu wypowiedział tysiąc,

    Lecz one dzisiaj grzmią — — i ty, za stosem

    Ksiąg drukowanych, gotów byłbyś przysiąc,

    Że – bliższe ciebie są myślą i głosem!

    5.

    Czy wy spytaliście tylko o tyle –

    Tylko o jedną tę ksiąg tajemnicę,

    Z trupimi głowy na skrzydłach motyle,

    Którym w ruiny stawię żółtą świécę?…

    6.

    Czy zapytaliście, czemu Cicero?

    Paweł? lub Sokrat? tych słów rzekłszy parę,

    Żyją… do dzisiaj cię za piersi bierą,

    A ty, choćbyś im nierad, dawasz wiarę.

    7.

    Księgi zaś twoje, mimo złote wargi

    Kart z pargaminu, i twoje dzienniczki

    Z elektrycznemi okrzyki lub skargi

    Gasną – jak ckliwe o południu świéczki?

    8.

    I wrzeszczysz „Dzisiaj!” – ty, gdy twa korona

    Dzisiaj jest w rękach, co z dawna umarły:

    Jak gałąź, włosy wziąwszy Absalona,

    Skrzypiąca jemu i hufcowi: „Karły!”


    LXXXI. KOLEBKA PIEŚNI

    (DO WSPÓŁCZESNYCH LUDOWYCH PIEŚNIARZY)

    I.

    Gdzie ton i miara równe są przedmiotowi,

    Gdzie przedmiot się harmonią dostraja,

    Tam jest i pieśń, i rym — jak kto je powié –

    Tam z-siedmia się brzmienie i tam się z-traja,

    I spadkuje się same ku końcowi…

    II.

    -Umiej słowom wrócić ich wygłos-pierwszy –

    To jest całą wrażeń tajemnicą:

    Rym?… we wnętrzu leży, nie w końcach wierszy,

    Jak i gwiazdy nie tam są, gdzie świécą!

    III.

    Podobnież i pieśń gminna to nie jest to,

    Co wy dziś zrobiliście z niéj —

    Płynność słów? – to – oko błysłe łzą,

    To – ciepły dech, nie zawołanie: „Tchnij!…”

    Tak – wywęźla się kwiatu pąk i tak ptaszę

    Coraz bystrzej i pełniej widzi dzień,

    Nim nad rozpękłą wzleci czaszę –

    Wrażenia pierw mając przez swój-rdzeń!

    IV.

    Stąd to nie są nasze — pieśni nasze,

    Lecz Boskiego coś bierą w się;

    Stąd, choć ja śpię… nie ja to śnię – co? śnię:

    Ludzkości-pół na globie współ-śni ze mną;

    Dopomaga mnie – i cicho, i głęboko,

    I uroczyście, i ciemno:

    Jak wszech-oko!…

    V.

    Tam to wszczęła się pieśń gminna, jakby z dna

    Uspokojonej na skróś głębi

    Czerpiąc tok swój i jęk gołębi;

    -A Bóg ją sam zna!…


    LXXXII. ŚMIERĆ

    1.

    Skoro usłyszysz, jak czerw gałąź wierci,

    Piosenkę zanuć lub zadzwoń w tymbały;

    Nie myśl, że formy gdzieś podojrzewały;

    Nie myśl – o śmierci!…

    2.

    Przed-chrześcijański to i błogi sposób

    Tworzenia sobie lekkich rekreacji,

    Lecz ciężkiej wiary, że śmierć: tyka osób,

    Nie sytuacji —

    3.

    A jednak ona, gdziekolwiek dotknęła,

    Tło – nie istotę, co na tle – rozdarłszy,

    Prócz chwili, w której wzięła, nic nie wzięła:

    -Człek – od niej starszy!


    LXXXIII. SENS-ŚWIATA

    1

    Do uczty gdy z gwarem siadano za stół,

    Mnie jednemu zbrakło siedzenia:

    Tłumaczy to zwyczaj, bym za złe nie wziął,

    Wróżąc, iż traf taki – ożenia!

    2

    Więc – toast podniosłem, lecz stało się znów,

    Że wlano mi ostatek wina.

    (Co zwyczaj wykłada z fawor u wdów,

    Lub że możesz mieć wkrótce syna!…)

    3

    Płynąłem za morze… skąd puścił ktoś wieść,

    Że się rozbił okręt w podróży – –

    Wiele stąd tłumaczeń, lecz spólna ich treść

    Długi i błogi żywot wróży.

    4

    Sens z tego, że dziwnie przewrotnym jest świat:

    Bo gdy nie masz miejsca, to cię żenią,

    A skoro pogrzebią – dodają sto lat,

    A gdy zapominają – cenią!


    LXXXIV. CZEMU

    Próżno się będziesz przeklinał i zwodził,

    I wiarołomił zawzięciu własnemu –

    Powrócisz do niej – będziesz w progi wchodził

    I drżał, że – może nie zastaniesz?…czemu!…

    *

    Sam sobie będziesz słówkiem jednym szkodził,

    Nie powierzonym, prócz tobie jednemu.

    Będziesz się bez niej z nią kłócił – i godził,

    I wrócisz wątpiąc czy zastaniesz?…czemu!…

    *

    Szczęśliwi przyjdą, jak na domiar złemu:

    Kołem osiędą ją – chwilki nie będzie,

    By westchnąć szczerze… ach! czemu i czemu

    Przyszli szczęśliwi? rozparli się wszędzie,

    Wszędzie usiedli z czołem rozjaśnionem –

    Dom napełnili – stali się Legionem!…

    *

    Przeczekasz wszystkich?… to – dwóch ci zostanie,

    A jeden w progu jeszcze ma pytanie

    I choć, na zegar pojrzawszy, się sroży,

    Ty – nawyknąłeś już nie ufać jemu:

    Wróci i znowu kapelusz położy,

    I rękawiczki zdejmie jeszcze –czemu?

    *

    Aż chwila przyjdzie, gdy wyjść? – lepiej znaczy,

    Niżeli zostać po obojętnemu;

    Wstaniesz – i pójdziesz, kamienny z rozpaczy,

    I nie zatrzymasz się, precz idąc –czemu?

    *

    A księżyc będzie, jak od wieków, niemy,

    Gwiazda się żadna z miejsca nie poruszy –

    Patrząc na ciebie oczyma szklistemi,

    Jakby nie było w Niebie żywej duszy:

    Jakby nie mówił nikt Niewdzialnemu,

    Że trochę niżej – tak wiele katuszy!

    I nikt, przed Bogiem, nie pomyślił:czemu?


    LXXXV. DO ZESZŁEJ…

    (NA GROBOWYM GŁAZIE)

    Sieni tej drzwi otworem poza sobą

    Zostaw — — wzlećmy już dalej!…

    Tam, gdzie jest Nikt i jest Osobą:

    -Podzielni wszyscy, a cali!…

    Tam – milion rzęs, choć jedną łzą pokryte;

    Kroć serc, łkających: „Gdzie ty?”

    -Tam – stopy dwie, gwoźdźmi przebite,

    Uciekające z planety…

    Tam – milion moich słów; tam — lecą i te.


    LXXXVI. PAMIECI ALBERTA SZELIGI HRABI POTOCKIEGO – PUŁKOWNIKA – ZMARŁEGO NA KAUKAZIE

    Mówiłeś: „Wspomnij!…” -gdy żegnałem Cię-

    Niechże Ci będzie lekką ziemia wschodnia:

    Ziemia Kaukazu, gzie lud w błogim śnie,

    Gdzie imię „brata”- „gościa” -lub „przechodnia”-

    Oznacza jednę myśl… nie trzy… nie dwie!…

    Wieluż? umarło od spomnianych chwil-

    A wielu? Ciebie i mnie zapomniało,

    Gcy między grobem Twym a mną?…świat-mil

    Legł – i umarł głos mój, kak Twe ciało:

    -Choć – ból to równy (jeśli: „Człek jest styl”).

    Lecz ja nuciłem zawdy strojem tym,

    Co mało-baczyć śmie na ludzkie głosy:

    To – stać mię jeszcze i dla Cię na rym,

    Którego w ziemię cień – światłość w niebiosy

    Przeszła — cześć Tobie!… przebaczenie im…


    LXXXVII. OMYŁKA

    Sukces bożkiem jest dziś — on czarnoksięstwo

    Swe rozwinął jak globu kartę;

    Ustąpiło mu nawet i Zwycięstwo

    Starożytne – wiecznie coś warte!

    Aż spostrzeże ten tłum u swej mogiły,

    Aż obłędna ta spostrzeże zgraja:

    Że – Zwycięstwo wytrzeźwia ludzkie siły,

    Gdy Sukces, i owszem… rozpaja!…


    LXXXVIII. DZIENNIK I EPOS

    Treści cudne smakiem a ciemne czasy

    I ciągłe postępu zdobycze

    Uczyniły, że są dziś Mecenasy…

    Ależ są i Mecenasowicze!…

    Gdzie na pięćset umie czytać pięciu,

    Gdzie na pięciu czterech zapał kłamie,

    Dedykować tam konieczna Księciu,

    Kanclerzowi, lub dowcipnej Damie…

    Horacego misterny, acz drobny, rym

    Gdyby się nie perlił w złotym sygnecie,

    Minąłby go Cezar, z Cezarem Rzym,

    Z Rzymem wiek… i pokolenie trzecie!

    Lecz są formy – co nad falą czasów

    Jeśli same jak słońce, nie jaśnieją?

    Nie wyzłoci ich pierścień Mecenasów…

    Tak — z Dziennikiem, tak — z Epopeją!


    LXXXIX. GADKI

    Pytasz: „Czemu, gdziekolwiek są Amerykanie,

    Choćby ich było tylko stu – lub ani tyle-

    Mają Dziennik, który się rozwinąć jest w stanie?”

    Czemu?? – bo wyżej złota cenią oni chwile-

    Lecz, gdyby mieli zwyczaj przez całe godziny

    O polityce gadać — byłby Dziennik wszędzie

    I nigdzie… byłoby coś, z czego nic nie będzie…

    -Skutki to wielkie!… lubo niewielkie przyczyny.

    Mówisz:– „Gdybyśmy byli jak Amerykanie,

    Którym to jest właściwym…”-

    …przerywam Ci, Panie,

    Bo w żagle dmiesz, a nie chcesz dobywać kotwicy:

    Amerykanie któż są?… Europejczycy!