Vade-Mecum I

Vade-mecum Poems I – XXVII

Table of Contents

    ZA WSTĘP

    OGÓLNIKI

    1.

    Gdy, z wiosną życia duch Artysta

    Poi się jej tchem jak motyle,

    Wolno mu mówić tylko tyle:

    „Ziemia — jest krągła — jest kulista!”

    2.

    Lecz gdy późniejszych chłodów dreszcze

    Drzewem wzruszą, i kwiatki zlecą,

    Wtedy dodawać trzeba jeszcze:

    „U biegunów — spłaszczona — nieco…”

    3.

    Ponad wszystkie wasze uroki,

    Ty! Poezjo, i ty, Wymowo,

    Jeden — wiecznie będzie wysoki:

    Odpowiednie dać rzeczy — słowo!


    I. VADE-MECUM

    Klaskaniem mając obrzękłe prawice,

    Znudzony pieśnią, lud wołał o czyny;

    Wzdychały jeszcze dorodne wawrzyny,

    Konary swemi wietrząc błyskawice.

    Było w Ojczyźnie laurowo i ciemno

    I już ni miejsca dawano, ni godzin

    Dla nieczekanych powić i narodzin,

    Gdy Boży-palec zaświtał nade mną:

    Nie zdając liczby z rzeczy, które czyni,

    Żyć mi rozkazał w żywota pustyni!

    Dlatego od was… – o! laury – nie wziąłem

    Listka jednego, ni ząbeczka w liściu,

    Prócz może cieniu chłodnego nad czołem

    (Co nie należy wam, lecz – słońca przyjściu…).

    Nie wziąłem od was nic, o! wielkoludy,

    Prócz dróg zarosłych w piołun, mech i szalej,

    Prócz ziemi, klątwą spalonej, i nudy…

    Samotny wszedłem i sam błądzę dalej.

    Po-obracanych w przeszłość nie pojętą,

    A uwielbioną – spotkałem niemało!

    W ostrogi rdzawe utrafiałem piętę

    W ścieżkach, gdzie zbitych kul sporo padało.

    Nieraz Obyczaj stary zawadziłem,

    Z wyszczerzonymi na jutrznię zębami,

    Odziewający się na głowę pyłem,

    By noc przedłużył, nie zerwał ze snami.

    Niewiast, zaklętych w umarłe formuły,

    Spotkałem tysiąc — i było mi smętno,

    Że wdzięków tyle widziałem – nieczuły!-

    Źrenicą na nie patrząc bez-namiętną.

    Tej, tamtej rękę tknąwszy marmurowę,

    Wzruszyłem fałdy ubrania kamienne,

    A motyl nocny wzleciał jej nad głowę,

    Zadrżał i upadł… I odeszły, senne…

    I nic – nie wziąłem od nich w serca wnętrze,

    Stawszy się ku nim, jak one, bezwładny,

    Tak samo grzeczny i zarówno żadny,

    Że aż mi coraz szczęście niepojętsze!

    Czemu? dlaczego? w przesytu-Niedzielę

    Przyszedłem witać i żegnać tak wiele?…

    Nic nie uniósłszy na sercu, prócz szaty –

    Pytać was – nie chcę i nie raczę: katy!…

    Piszę – ot! czasem… Piszę na Babilon

    Do Jeruzalem! — i dochodzą listy,

    To zaś mi mniejsza, czy bywam omylon

    Albo nie?… Piszę – pamiętnik artysty,

    Ogryzmolony i w siebie pochylon –

    Obłędny!… ależ – wielce rzeczywisty!

    Syn – minie pismo, lecz ty spomnisz, wnuku,

    Co znika dzisiaj (iż czytane pędem)

    Za panowania Panteizmu-druku,

    Pod ołowianej litery urzędem —

    I jak zdarzało się na rzymskim bruku,

    Mając pod stopy katakomb korytarz,

    Nad czołem słońce i jaw, ufny w błędzie,

    Tak znów odczyta on, co ty dziś czytasz,

    Ale on spomni mnie… bo mnie nie będzie!


    II. PRZESZŁOŚĆ

    1.

    Nie Bóg stworzył przeszłość, i śmierć, i cierpienia,

    Lecz ów, co prawa rwie;

    Więc – nieznośne mu dnie;

    Więc, czując złe, chciał odepchnąć spomnienia!

    2.

    Acz nie byłże jak dziecko, co wozem leci,

    Powiadając: „O! dąb

    Ucieka!… w lasu głąb…”

    Gdy dąb stoi, wóz z sobą unosi dzieci.

    3.

    Przeszłość – jest to dziś, tylko cokolwiek daléj:

    Za kołami to wieś,

    Nie jakieś tam coś, gdzieś,

    Gdzie nigdy ludzie nie bywali!…


    III. SOCJALIZM

    1.

    Ludzie, choć kształtem ras napiętnowani,

    Z wykrzywianymi różną mową wargi,

    Głoszą: że oto źli już i wybrani,

    Że już hosanna tylko, albo skargi…

    Że Pyton-stary zrzucon do otchłani:

    Grosz? – że symbolem już; harmonią?… – targi!

    2.

    Och! nie skończona jeszcze Dziejów praca –

    Jak bryły w górę ciągnięcie ramieniem;

    Umknij – a już ci znów na piersi wraca,

    Przysiądź – a głowę zetrze ci brzemieniem…

    O! nie skończona jeszcze Dziejów praca,

    Nie-prze-palony jeszcze glob, Sumieniem!


    IV. POSĄG I OBUWIE

    1.

    Ateński szewc mówił do Rzeźbiarza,

    Rozprawiającego jakby Plato:

    „Myślenie nic przez się nie utwarza,

    Zabija czas!…” Rzeźbiarz jemu na to:

    2.

    „O wieczności ja dlatego mówię,

    Że pod dłutem zwieczniają się chwile;

    Posąg zwykle trwa lat dwakroć tyle,

    Ile godzin trwa twoje obuwie!…”


    V. HARMONIA

    1.

    I nerwów gra, i współ-zachwycenie,

    I tożsamość humoru –

    Łączą ludzi bez sporu:

    Lecz bez walki nie łączy sumienie!

    2.

    Trudne z łatwym w przeciwne dwie strony

    Rozerwą wprzód człowieka,

    Nim harmonii doczeka —

    Odepchną wprzód, gdzie zmarłych miliony.

    3.

    W gwiazd harmonię poglądać weseléj

    Przez wiele lat samotnych,

    Niż w źrenicach błyskotnych

    Wyczytać raz – co? serca rozdzieli!…


    VI. W WERONIE

    1.

    Nad Kapuletich i Montekich domem

    Spłukane deszczem, poruszone gromem,

    Łagodne oko błękitu –

    2.

    Patrzy na gruzy nieprzyjaznych grodów,

    Na rozwalone bramy do ogrodów,

    I gwiazdę zrzuca ze szczytu –

    3.

    Cyprysy mówią, że to dla Julietty

    Że dla Romea, ta łza znad planety

    Spada i groby przecieka;

    4.

    A ludzie mówią, i mówią uczenie,

    Że to nie łzy są, ale że kamienie,

    I – że nikt na nie nie czeka!


    VII. ADDIO!

    1.

    „Jeśli ty mnie szukasz? — Prawda woła —

    To z namiętnościami czasowemi

    Węzeł swój roztargnij, synu ziemi!

    Bo nie dojrzysz i cieniu mego zgoła…”

    2.

    Silna na to zakrzyknie Popularność:

    „Chodź! z namiętnościami czasowemi

    Złącz się, opieszały synu ziemi.

    Ja? nazywam się czynność, Prawda?… – marność!”

    3.

    Bądźcież zdrowe, obiedwie — do widzenia!

    Mnie wołają sny na mech cmentarny;

    Ani widzieć chcę tej Prawdy marnéj,

    Ni tej Popularności, bez sumienia.


    VIII. LIRYKA I DRUK

    1.

    Ty powiadasz: „Śpiewam miłosny rym…”

    Myślisz? że mnie oszukasz:

    Nie czuję strun, drżących pod palcem twym –

    Jesteś poezji drukarz!

    2.

    Liry – nie zwij rzeczą w pieśni wtórą,

    Do przygrawek!… nie – ona

    Dlań jako żywemu orłu pióro:

    Aż z krwią, nierozłączona!

    3.

    Treść – wypowiesz bez liry udziału,

    Lecz dać duchowi ducha,

    Myśli myśl – to tylko ciało ciału.

    Cóż z tego? – martwość głucha!…

    4.

    Handlarz także odda grosz zwierzony,

    Lecz nie odda wesela –

    Nie uściśnie ręki zawściągnionéj;

    Maszże w nim przyjaciela?

    5.

    O! żar słowa, i treści rozsądek,

    I niech sumienia berło

    W muzykalny łączą się porządek

    Słowem każdym, jak perłą!

    6.

    Poznam wtedy, przez drżące powietrze

    Pod gestem ręki próżnéj,

    Że od widzialnych strun – struny letsze

    Są – i lir rodzaj różny…


    IX. CIEMNOŚĆ

    1.

    Ty, skarżysz się na ciemność mojej mowy:

    Czyż też świecę zapalałeś sam?

    Czy sługa ci zawsze niósł pokojowy

    Światłość?…patrz – że ja cię lepiej znam.

    2.

    Knot gdy obejmiesz iskrą, wkoło płonie,

    Grzeje wosk, a ten kulą wstawa,

    I w biegunie jej nagle płomień tonie;

    Światłość jego jest mdła – bladawa –

    3.

    Już – już mniemasz, że zgaśnie, skoro z dołu

    Ciecz rozgrzana światło pochłonie —

    Wiary trzeba – nie dość iskry i popiołu…

    Wiarę dałeś?… patrz – patrz, jak płonie!…

    4.

    Podobnie są i słowa me, o! człeku,

    A Ty im skąpisz chwili marnéj,

    Nim, rozgrzawszy pierwej zimnotę wieku,

    Płomień w niebo rzucą, ofiarny…


    X. CZYNOWNIKI

    1.

    Czynowników! – o! – czynowników

    Naspotykałem w życiu dużo;

    Nie pomnę liczby ich guzików,

    Ani ku czemu wszystkie służą?

    2.

    To wiem tylko: że świat się zmienia,

    Wojen bronie i natarć szyki,

    Chorągwie ludów i natchnienia —

    A oni zawsze czynowniki!

    3.

    Zrywa się morze, jak słup solny,

    I huragan nim miota dziki,

    I sądnych trąb zabrzmiał hymn wolny:

    A oni?… jeszcze czynowniki!

    4.

    Zielenią strojne dawniej góry

    Zmienia nawałność w step Afryki,

    Warownie nikną… i mundury!…

    – Oni?… z dymisją-czynowniki.


    XI. PIELGRZYM

    1.

    Nad stanami jest i stanów-stan,

    Jako wieża nad płaskie domy

    Stercząca w chmury…

    2.

    Wy myślicie, że i ja nie Pan,

    Dlatego że dom mój ruchomy

    Z wielbłądziej skóry…

    3.

    Przecież ja – aż w nieba łonie trwam,

    Gdy ono duszę mą porywa,

    Jak piramidę!

    4.

    Przecież i ja – ziemi tyle mam,

    Ile jej stopa ma pokrywa,

    Dopokąd idę!…


    XII. SZCZĘŚCIE

    Szczęsny! kto będąc mężem znakomitym,

    Otrzyma order o późnej siwiźnie;

    Lecz szczęsny dwakroć, kto ma córki przy tym,

    Bo na cóż? zdadzą się wstążki – mężczyźnie!…

    Dlatego: byłby nad wszystkie zaszczytem

    Order podwiązki, lub złotej-ostrogi,

    Gdyby!… dawano oba – w liczbie mnogiéj.


    XIII. LARWA

    1.

    Na śliskim bruku w Londynie,

    W mgle, podksiężycowej, białej,

    Niejedna postać cię minie,

    Lecz ty ją wspomnisz, struchlały.

    2.

    Czoło ma w cierniu? czy w brudzie?-

    Rozeznać tego nie można;

    Poszepty z Niebem o cudzie

    W wargach… czy? piana bezbożna!…

    3.

    Rzekłbyś, że to Biblii księga,

    Zataczająca się w błocie,

    Po którą nikt już nie sięga,

    Iż nie czas myśleć o cnocie!…

    4.

    Rozpacz i pieniądz — dwa słowa —

    Łyskają bielmem jej źrenic.

    Skąd idzie?… sobie to chowa,

    Gdzie idzie?… zapewne, gdzie nic!

    5.

    Takiej-to podobna jędzy

    Ludzkość, co płacze dzis i drwi;

    Jak historia?… wie tylko: „krwi!…”

    Jak społeczność?… tylko: „pieniędzy!…”


    XIV. LITOŚĆ

    Gdy płyną łzy, chustką je ocierają;

    Gdy krew płynie, z gąbkami pośpieszają;

    Ale gdy duch wycieka pod uciskiem,

    Nie nadbiegną pierwej z ręką szczerą,

    Aż Bóg to otrze sam, piorunów błyskiem:

    — Wtenczas dopiero!…


    XV. SFINKS [II]

    Zastąpił mi raz Sfinks u ciemnej skały,

    Gdzie, jak zbójca, celnik lub człowiek biedny,

    „Prawd!” – wołając, wciąż prawd zgłodniały,

    Nie dawa gościom tchu.

    -„Człowiek?… Jest to kapłan bezwiedny

    I niedojrzały…”-

    Odpowiedziałem mu.

    Alić — o! dziwy…

    Sfinks się cofnął grzbietem do skały:

    -Przemknąłem żywy!


    XVI. NARCYZ

    1.

    Narcyz, w siebie wpatrzon przyjemnie:

    „Zważ! – wyzywał – wszelki człowiecze:

    Cóż? nad Grecję (bo cóż – nade mnie).”

    Echo jemu przeto odrzecze:

    2.

    „Te Nymfea i to jezioro,

    I safirowych głębie stoków,

    Nie same się z twej Grecji biorą,

    Lecz – ze światła, chmur i obłoków…

    3.

    Postać twoja, zważ, ile? drżąca,

    Lubo pozierasz w wody czyste:

    -Zwierciadlanność idzie aż z słońca!

    Dno jedynie — stale-ojczyste.”


    XVII. WIEŚ

    I

    O! wsi, biała atłasem kwiatów jabłoni

    Jako oblubienica.

    U zwierciadeł księżyca,

    Wy-marzająca, coś, na ustroni

    O jutrze tajemniczym,

    O nieodgadnionym-niczym!…

    II

    Twoja przeszłość?… to wczora;

    A przyszłość?… Ty nie łamiesz głową,

    Zawsze u ciebie pora:

    W-czasów królowo!…

    III

    Zawsze Ty u siebie, jak umysł zdrów:

    Czy w oliwnym kraju posuchy,

    Czy w brzóz zieleni – złocie mchów –

    Jak gajowe rozkoszna duchy.

    Tobie! zda się, iż wieków wydąża praca,

    Jak trzoda jałówce błędnej,

    Gdy ku tobie i sam pasterz nawraca

    Tłum nie-ogłędny…

    IV

    Alić oto strach – milczkiem nadbiega blisko…

    W górach, kędyś, prysnęły lody,

    Stu chat zalane już ognisko:

    Jeziorami – ogrody!

    Brudne fale przez mur cmentarza

    Przerzucają trumny ciężkiemi,

    Pławią dęby wyrwane z ziemi…

    Cisza – dwakroć przeraża.

    V

    Lecz o górnych tam!… któ? myślił lodach,

    Modre przecierając szyby;

    O czerwonych prędzej jagodach

    Lub gdzie? węźlą się grzyby –

    Ach!… czy nie ma już miejsca na świecie

    Dla Niewinności?

    I kiedyż?… zapomną o Powiecie

    Plagi ludzkości!


    XVIII. NATURALIA

    1.

    Jeśli ogrodowych roślin życie

    Ma sobie właściwą republikę,

    To sympatie tam są za krytykę,

    Nostalgia – za pieśń i lirykę,

    A kuchcika nóż lub gradobicie

    Całą reformują politykę!

    2.

    Wszystko się więc dzieje naturalnie

    I chemicznie wszystko się odbywa –

    I rzeczpospolita jest szczęśliwa,

    Ni ościennych w pomoc sił przyzywa.

    -Radość tam niewielka… lecz i żal nie:

    Co dziś dojrzy?… jutro kuchcik zrywa!


    XIX. STOLICA

    1.

    O! ulico, ulico…

    Miast, nad którymi krzyż;

    Szyby twoje skrzą się i świécą

    Jak źrenice kota, łowiąc mysz.

    2.

    Przechodniów tłum, ożałobionych czarno

    (W barwie stoików),

    Ale wydąża każdy, że aż parno

    Wśród omijań i krzyków.

    3.

    Ruchy dwa, i gesty dwa tylko:

    Fabrykantów, ścigających coś z rozpaczą,

    I pokwitowanych z prac, przed chwilką,

    Co – tryumfem się raczą…

    4.

    Konwulsje dwie i dwa obrazy:

    Zakupionego z góry nieba,

    Lub – fabrycznej ekstazy

    O – kęs chleba.

    5.

    Idzie Arab, z kapłańskiem ruszeniem głowy,

    Wśród chmurnego promieniejąc tłoku;

    Biały, jak statua z kości słoniowéj:

    Pojrzę nań… wytchnę oku!

    6.

    Idzie pogrzeb, w ulice spływa boczne

    Nie-pogwałconym krokiem;

    W ślad mu pójdę, gestem wypocznę,

    Wypocznę – okiem!…

    7.

    Lub – nie patrząc na niedobliźnionych bliźnich lica,

    Utonę myślą wzwyż:

    Na lazurze balon się rozświéca;

    W obłokach?… krzyż!


    XX. SPECJALNOŚCI

    1.

    Czemu? ten świat – nie jako Eden,

    Czemu – – nie Ideałem?

    -Słuchaj, dwóch ludzi znalem:

    Ah! z tych dwóch… cóż byłby za jeden!

    2.

    Bo pierwszy z nich, choć zabił dziecię

    Niegodnem wychowaniem,

    Pił, klął, żył w kości graniem-

    „Najlepsze serce miał na świecie!”

    3.

    Bo drugi znów dobrego słowa

    Nie był wart — lecz, mówiono,

    Jak o pierwszym: „To, pono,

    Najlepsza w świecie głowa!”

    4.

    Więc – stąd to świat nie jest, jak Eden!

    Ale będzie… gdy głowy

    Wnijdą na swe tułowy.

    -Choć niezawsze z dwóch byłby choć jeden!…


    [XXIII]. TYMCZASEM

    1.

    Pokolenia przechodzą,

    Mając gdzie stawić nogę;

    Jeśli łany ogrodzą,

    Zostawują choć drogę!

    2.

    Przechodzą i Epoki,

    A czas liczy się na nie,

    Lecz moje dni – to odwłoki,

    Lata moje – czekanie…

    3.

    Cóż się już nie wracało,

    Odkąd na ten świat patrzę?-

    Rzeczywistością całą

    Jestże entr’acte w teatrze?

    4.

    Życie – czy zgonu chwilką?

    Młodość – czy dniem siwizny?

    A Ojczyzna – czy tylko

    Jest tragedią-ojczyzny?


    XXIV. SIEROCTWO

    1.

    Mówią, że Postęp nas bogaci co wiek;

    Bardzo mi to jest miło i przyjemnie:

    Niestety! co dnia mniej cieszę się ze mnie,

    Śmiertelny człowiek!

    2.

    Cywilizacji dwie – widzę ustawnie:

    Jedna – chce wszystko odkrywać na serio,

    Druga – chce wszystko pokrywać zabawnie

    Świetną liberią!

    3.

    Odkrywająca?… – wciąż idzie do słońca:

    „Czekajcie! – mówiąc pokoleniom – bowiem,

    Gdy szereg odkryć mych spełnię do końca,

    Coś – i wam powiem!…”

    4.

    Zakrywająca?… cieszy znów inaczej:

    Pokaż jej łez zdrój?… – ona odpowiada:

    „Nie trzeba zważać na to… co to znaczy!…

    Może – deszcz pada.”

    5.

    Dwie, takie błogie, mając opiekunki,

    Ludzkość w sieroctwie znikłaby głębokiem,

    Gdyby glob nie był ramieniem piastunki,

    Słońce?… jej okiem!…


    XXV. WAKACJE

    Spotykam Wodza – pytam: „Jakie nowiny?

    I co? się dzieje…”

    On mi na to: „Epoka – zamknęła czyny

    W czasów koleje;

    Nie robi się nic….” To usłyszawszy, zboczę,

    Szemrząc (nieśmiele),

    Że coś, widać, są Wodze na dni robocze

    I – na niedziele!


    XXVI. CZEMU NIE W CHÓRZE?

    1.

    Śpiewają wciąż wybrani,

    U żłobu, gdzie jest Bóg;

    Lecz milczą zadyszani,

    Wbiegając w próg…

    2.

    A cóż dopiero? owi,

    Co ledwo wbiegli w wieś,

    Gdzie jeszcze ucho łowi-

    Niewiniąt rzeź!…

    3.

    Śpiewajcież, o! wybrani,

    U żłobu, gdzie jest Bóg;

    Mnie jeszcze ucho rani

    Pogoni róg…

    4.

    Śpiewajcież, w chór zebrani —

    Ja? -zmieszać mógłbym śpiew

    Tryumfującej litanii:

    Jam widział krew!…


    XXVII. MISTYCYZM

    1.

    Mistyk? jest błędnym — pewno!

    Więc i mistycyzm nie istnieje?

    Tylko jest próżnią rzewną,

    Snem — nim roz-dnieje!…

    2.

    Góral? na Alpów szczycie

    Jeżeli się zabłąka w chmurę-

    Czy wątpi o jej bycie

    Błądząc — po wtóre?